We all came out to Montreux..
I jak to zwykle w weekend majowy (nie piszę długi bo w tym roku coś się maj nie postarał i jest lipa, a nie weekend) nic zaplanować poza Wrockiem się nie dało – nawet nie próbowałem, bo chyba nic nie mogło by się równać z Deep Purple na żywo
A przed Purplami jak co roku gitary, rekordy i takie tam.. w tym roku dzięki marketingowemu majstersztykowi (jak ktoś przyszedł i zarejestrował się z gitarą to miał bilet za 40zł) odebraliśmy rekord Amerynkanom (2052 osoby mieli) i zgromadziliśmy ponad 6300 gitar.. w życiu bym się tego nie spodziewał, jak chyba 99,7% ludu (wiary – jeśli czyta to jakiś poznaniak:P) na Rynku
Przy okazji o amerykanach wspominając – nawet widziałem koszulkę jednego z uczestników: ‘Nie bedzię amerykanin pluł nam w gitare’
Niestety nie mogę opisać tego jakie wspaniałe widowisko zapewnili nam Steve Morse, Ian Gillan i spółka – chyba byłem równie poruszony co sam Gillan który co chwile (właściwie po każdym utworze) powtarzał ‘superb, brilliant, wonderful.. STUNNING!’ na widok szalejącej publiczności i był zachwycony przyjęciem jakie zgotowali mu fani.. to po prostu trzeba było zobaczyć na żywo… ahhh.. dobra.. fotki poniżej
PS. I te solówki… Morse’a , Airey’a i Paice’a















No i oczywiście dla spragnionych pikseli więcej w osobnej galerii tutaj: KLIK KLIK
Leave a Reply